evina blog

Twój nowy blog

And I’d give up forever to touch you
’cause I know that you feel me somehow
You’re the closest to heaven that I’ll
Ever be
And I don’t want to go home right now

And all I can taste is this moment
And all I can breathe is your life
’cause sooner or later it’s over
I just don’t want to miss you tonight

And I don’t want the world to see me
’cause I don’t think that they’d
Understand
When everything’s made to be broken
I just want you to know who I am

And you can’t fight the tears that ain’t
Coming
Or the moment of truth in your lies
When everything feels like the movies
Yeah you bleed just to know you’re alive

And I don’t want the world to see me
’cause I don’t think that they’d
Understand
When everything’s made to be broken
I just want you to know who I am

And I don’t want the world to see me
’cause I don’t think that they’d
Understand
When everything’s made to be broken
I just want you to know who I am

And I don’t want the world to see me
’cause I don’t think that they’d
Understand
When everything’s made to be broken
I just want you to know who I am

I’ve been watching you
Not waiting for the right moment to make the first move
Do you want to know
Why I keep avoiding your eyes
And why I’m running away?
It’s crazy, I know

I’ve been conceiving you for too long

Or maybe I’m destined to be alone?
Or maybe there’s someone who will understand
That I’m not able to share my world?
I’m still running away
It’s crazy, I know

I’ve been conceiving you for too long
If only I could change all things around

Still conceiving you all along

I’ve been conceiving you for too long
If only I could change all things around
I’ve been conceiving you for too long
I’ve grown used to that

Still conceiving you all along

Co z Ciebie za facet ? Jeśli w ogóle (!) ? Bez jaj ciężko nazwać Cię nim. Może właściwsze byłoby określenie “życiowy kastrat” (?). Bo co to za życie w ciągłej niewiedzy od rzeczy przyziemnych I zwykłych po uczucia I wartości wyższe. Podaj mi chociaz 3 powody dla ktorych mialabym zmienic zdanie I wymazac pierwsze 3 zdania. Czy to nie jest najwiekszy fun być jedynyk kreatorem swojego życia ? Czy rzeczywiscie nie wiedza wygrywa z wiedza ? A tak wracając do tematu: pamietasz może w ktorym momencie swojego zycia po prostu się ich pozbyles ? Ach zapomnialam. Tego tez pewnie nie wiesz.
Fakt, raz jeden jedyny pewien facet (teoria własna) wykazał się pomysłowością, fartem I sprytem. Raz. Wyprzedził kobietę. Abstrahując od żalu historycznego, który również tłumaczę sobie waszym lękiem o przyszłość. RAZ na czas istnienia świata, wszechświata i innych nieodkrytych rzeczy. Kiedy to było ? Przy rozdawaniu władzy. ON, zapewne podstępem, przekonał Boga że to ona powinna być w jego rękach, bo przecież kobieta ma lepiej bo sika na siedząco i kieruje się posiadanym we właściwym miejscu mózgiem. Sprytne to było, ale jak widać konieczne. Niestety kiedyś bardziej dbaliście o wasz skarb – zabraniając nam nauki, głosowania i sprowadzając TYLKO bądź AŻ do roli waszych służących. Poddaństwo zniesiono i teraz jak widać żaden z Was nawet nie ma jaj aby odzyskać w pełni swoją władzę i pewność siebie. Mówicie że to my, Kobiety, mamy kompleksy biegając co tydzień do kosmetyczki a boicie się seksu z silnymi kobietami bo wiemy czego chcemy nawet w tej materii. Lęk przed niesprawdzeniem i niezaspokojeniem sprawia, że do niczego nie dochodzi (a o innym dojściu nie mamy o czym marzyć) i to WY drodzy Panowie leżycie na kozetce u psychoanalityka cali czerwoni ze wstydu kłamiąc w żywe oczy….że to co się wydarzyło (a w sumie nic się nie wydarzyło) stało się 1 raz.

Konkluzja jest taka: nigdy nie okłamuj lekarza bo on jeśli jest specjalistą to czyta z ciebie jak z otwartej księgi
J

 

szatnia

2 komentarzy

Dzisiaj zdradzono mnie ostatni raz i nie chodzi tu wcale o to ze wlasnie skończył się rok. Czy to boli…nie wiem…jestem ostatnio caly czas jak na znieczuleniu miejscowym, tylko takim trwałym. Bezrobocie bez wątpienia wpływa na zmiene poglądów. Człowiek zatrzymuje się na dluzsza niż zwykle chwile. Nie spieszy się nigdzie i nie musi odkładać czegokolwiek na potem. Spokoj jaki panuje w moim wnętrzu przypomina pusta restauracyjna szatnie w lecie…bez ubran. Tam nic się nie dzieje choc dookoła zycie toczy się gwarnym torem. Tak, nic się nie dzieje dopóki ktos nie skorzysta z chocby jednego wieszaka. A ubranie zle powieszone dostarcza samych problemow, bo dziura się zrobila niechcący, bo zagniecenie i trzeba znowu myśleć jak to ukryc przed calym swiatem aby nie cierpiec. Sposobem idealnym choc lekko niebezpiecznym jest poddanie się ale takie w nieco inny sposób…może lepiej nazwac to brakiem zaufania do całego swiata. Bo po co spodziewac się czegokolwiek po ludziach, skoro i tak cie rozczarowuja. Wydaje ci się niejednokrotnie ze znasz kogos, ze możesz na nim polegac a w najmniej oczekiwanym momencie udawadnia ci ze twoje wyobrażenie o tym czlowieku było az tak mylne i dalekie od rzeczywisosci ze az tracisz caly wieczor na rozkminke i pelna analize. Ale po co ? – pytam się. No po co ? nie lepiej założyć ze swiat jest zły ? nie lepiej nic od nikogo nie oczekiwac ? nie ufac ? albo udawac ze się ufa ale tylko w stosunku do tych osob które się zna najdłużej tak w ramach ekwiwalentu za spedzony czas ?

Wypaliłam wszystkie zgaszone przedwcześnie fajki…w popielniczce stojącej na parapecie…z którego rok temu wróżyłam, podporządkowując swoje chęci i marzenia w zebrany na nim kilkumiesięczny kurz. Wybiła polnoc…znowu. Dopiero co była. Czas nie istnieje w tej chwili.

Wróciłam do łóżka dalej niespokojna i pełna 65 kilogramowych myśli. Kiedyś to ty mnie uspokajałeś teraz nie ma już kto. Usiadłam na dopiero co przywiezionym, nowym, długo oczekiwanym łóżku z ponad 2 metrowym zagłówkiem i doszłam do wniosku ze zycie bez celu nawet z zajebiście dokładnie wyrysowanym planem nie ma sensu. Człowiek i tak na chwile musi się zatrzymać a człowiek cierpiacy na bezsenność miał o milion razy gorzej od przeciętnego zjadacza chleba (że o bezsennym bezrobotnym nie wspomne).

Z nudów i chęci rozrywki wyjęłam walec z Zygzakiem Mcqueenem zakupionym w tym roku w Gdynie na Skwerze Kościuszki wśród tandetnych pamiątek znad morza i najzwyczajniej w świecie tchnęłam w niego życie. W jednej chwili mój świat wypełniły różnokształtne bańki. Zapach Ludwika nieco zmienił moje odczucia co do wyjątkowości i magii tej chwili, ale już mu to wybaczyłam.
Z zamkniętymi oczyma zdałam się na łaske zmysłu dotyku czując jak to co przed chwilą bez wysiłku stworzyłam rozbija się teraz o moją twarz. Poczułam się jak nieśmiertelna. Znowu byłam w swoim świecie. Pokój opanowała magia, taka dnia zwykłego. I mimo braku świąt były tez małe fajerwerki. Poczułam zapach mamby malinowej i chciałam aby ten moment trwał stale.

Uwielbiam jesc gigantyczne pomarańcze. Po przekrojeniu ich na pół zaczyna się mój zapachowy moment. Potrzebne sa takie momenty bo co wnikliwsi badacze zdaja sobie sprawe jakie to życie jest zdumiewające w swojej materii. Ot, taka pomarancza = zycie. Zatapiając w niej łyżke niby wiesz czego się spodziewać bo robiłaś to już niemożliwa do określenia ilość razy (zakładając twoje uwielbienie do niej). A tu pstryk i sasiad dostał w oko. Niby nie specjalnie, niby…bo przeciec „winna” wszystkiemu pomarańcza  nie jest żywa, nie ma duszy ani rozumu i tym bardziej nie wygląda na osobnika złośliwego. A jednak z jakichś powodów, czarów, przypadku…sąsiad ze stolika obok, który w czasie ataku czyścił okulary, nie uśmiecha się do nas tak jak mógłby gdyby ta sytuacja nie miała miejsca.Do czego zmierzam ? życie można porównywać do wielu rzeczy. Dziś padło na pomarańcze. Oczywiście możemy iść łatwiejsza drogą…jak zawsze. Biernie lub czynnie podejść do sprawy. Obrać ja ze skórki i zjesc kawałek po kawałku zmniejszając ryzyko, albo zamknąć się w izolatce aby wszyscy śmiertelnicy przezyli atak i fizycznie i psychicznie.Podobnie jest z podejmowaniem decyzji. Żadnej jej konsekwencji nie przewidzimy w 100%. Na każda należy wziąć poprawke….dodać siłę wiatru + siłę wyższa + troche przeznaczenia + (najważniejszy w moim przypadku) współczynnik przyciągania anomalii i już … to wszystko…decyzja gotowa. Banał, co ? Gorzej zastąpić wzór odpowiednimi wartościami JPowodzenia PS zawsze można zrobić sałatke

aktoreczka

Brak komentarzy

W swojej karierze, gdyby ja miala, posiadalaby zapewne liczna kolekcje Oskarów (i bynajmniej nie chodzi o kanapki na ciepło). Dziwne bo brzydzila się kłamstwem. Ale czy granie można nazwać kłamstwem ? A co jeśli za nie nie płacą i nie dotyczy globalnej publiki ale najbliższych (?). Czy ma to jakieś znaczenie ? Czy dobrym i wystarczającym wytłumaczeniem jest fakt, że takie zachowanie pomogło jej przetrwać rzeczywistość ? , że wtedy była egoistka choć egoistów nienawidzi. Że źle się z tym czuła. Można by pojść dalej…ryzykować pewne stwierdzenia, dywagować, dopisywać ideologie, każdy swoje…., ale prawdy nie da się oszukać..bo ona jest tylko jedna…a WYROK brzmi: asekuracyjna pustelnia. Tak to wlasnie uczyniłam ze swoim zyciem, oto dlaczego jestem silna, oto czemu porażka daje mi siłę zamiast demotywować. Tylko czy aby i na pewno przy takim „trybie” można być szczęśliwym ? W jakimś stopniu i na swój sposób na pewno….
Bo czym jest szczęście jeśli jest się nieszczęśliwym (?)


Siedze dalej w przeszłości na podłodze, otulona w koc ze wspomnien i jest mi tak cholernie dobrze…choc na chwile.
Choc wiem ze teraźniejszość jest zupełnie inna, za Chiny nie zdejme z siebie moich marzen dopoty dopóki nie będę musiala. Dopóki rozsadek znowu nie wroci do domu mówiąc od progu: „what the hell….not again” i znowu jego praca pojdzie na marne, znowu narobil się na darmo…bo znowu jestem w tym stanie. Dziwne ze mimo wszysko tak się stara, tak wierzy ze nie jestem przypadkiem „nie do uratowania”, ze widzi dla mnie szanse choc ja jej sama nie widze…ze go nie zniechęcam i nie irytuje monotonnością wydarzen. Może on jednak widzi jakis progres, może tylko ja go nie chce widziec … czasem jednego i drugiego.

?

Brak komentarzy

W zyciu nie zawsze ma się to co się chce, ale może to wlasnie zycie wie lepiej od nas co komu dac…może wie co się wydarzy kiedy pojdziemy w prawo lub w lewo, może celowo czasem nas stopuje.
Czasem musze cos napisac aby to przetrawic, uwierzyc…wtedy mam wrazenie ze to istnieje, ze sama przyznaje się przed soba do wlasnych porazek…bez udawania, krecenia, naciagania faktów. To NAPISANIE przypominac mi ma ze były one i będą … ale nie powinny być takie same, bo przeciez te już przezylam i mam za soba.
W sumie nie wiem czy to dobra taktyka bo może jeśli poradze sobie z dotychczasowymi los będzie mi dawal kolejne, trudniejsze sprawdziany… a tak udając ze nie radze sobie z tym będę dostawala je non stop…dzieki temu opracuje plan idealny i tak przetrwam J Chce przekonac sama siebie ze mogę zyc, oddychac i uśmiechać się bez ciebie…jak kiedys dla siebie. Ze jak obudze się rano wiem, że bez ciebie ziemia dalej będzie krążyła, ze pomimo braku ciebie swieze bulki będą w piekarni a slonce będzie swiecilo bynajmniej nie mniej niż powinno o tej porze roku.


Unikam słow MUSZE i NIGDY ale wiem ze MUSZE przebaczyc tobie i sobie. Zrozumiec sedno sprawy…właściwie zinterpretowac fakty.
MUSZE przestac wbijac gwoździe w swoje serce bo jak będzie ich zbyt duzo  to nikt nie da rady ich już wyjac. Nikt nie będzie miał takich kombinerek…..nawet zaczarowanym ołówkiem nie będzie można ich narysowac.
MUSZE to zostawic i NIGDY nie wracac. Zamknąć drzwi, wyrzucic klucz i NIGDY nie zapomniec ze to było po cos, ze nie stalo się od tak…może nawet powinnam być wdzieczna losowi, zyciu, Bogu…ze nic w moim zyciu nie dzieje się od tak…ze wszystko ostatecznie ma jakis sens. A może przede wszystkim powinnam być wdzieczna ze ten sens widze i odnajduje prędzej czy pozniej… ze zauważam znaki, właściwie…na swój sposób je odczytuje i stawiam swoje male kroczki na drodze zycia… jak zwykle samodzielnie.


  • RSS